Coraz zimniej sie robi. Przekonałam sie o tym gdy po lekcji angielskiego [około 19:00] stałam sobie na przystanku i mnie rączki marzły. A marzły gdyż zapomniałam rękawiczek. Chociaż nie było mi tylko w rączki zimno. Jakiś czas temu zopatrzyłam się w cieplutki [tak mi sie wcześniej zdawało] płaszczyk, teraz powoli dochodze do wniosku, że nie przeżyje w nim jesieni, a co tu mówić o zimie, brr…Dobrze, że przynjamniej w domciu jest ciepło. Niestety o mojej szkole nie mozna tego powiedzieć. Pomimo tego, że kaloryfery grzeją najcieplej jak mogą i tak jest zimno, przynajmniej dla mnie.
Dzień się już prawie kończy i będzie trzeba zaraz iśc cos zjeść, a potem spać. Zdaje się, że nie mam nic zadane, chociaż…och nie – Niemiecki. Kompletnie nie kumam tego języka, więc zostawie pracę domową w spokoju. Jutro jest też poprawa z fizyki, ale Monisia dostała 4 i nie musi poprawiać, hihi. W sumie to życie nie jest wcale takie złe.