levander blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 4.2003

    …mój długi weekend zaczyna sie z dniem dzisiejszym, w sumie to już sie zaczął…informuje, że [niestety ofkorz] klasowka z fizy odbyła sie dzisiaj… nie byłoby tak źle gdyby wszystko mi sie nie pomyliło, ale 2 może dostane, nie podnesie to mojej średniej z fizyki, ale lepsze 2 niż 1…a w szkole to nic ciekawego sie nie dzieje, oprócz pracowitej fizyki reszta lekcji była nudna i beznadziejna…na dwóch anglikach i wychowawczej mieliśmy próbe przedstawienia, które będzie miało swoja premiere na zakończanie roku i zapowiada sie totalna klapa, ja jestem w chórze, choć śpiewać totalnie nie potrafie…postanowiłam z koleżanką Lucynką że będziemy fałszować najgłośniej jak potrafimy…z przykrością oznajmiam że jest to ostatna moja notka w tym tygodniu, gdyż jutro jade sobie z mą familią w góry, dokładnie na Słowacje…byłam tam już ileśtam razy i bardzo mi sie podobało…mam nadzieje ze bede sie dobrze bawic…już czuje braki tej wyprawy gdyz mój piesek kochany niestety nie jedzie z nami i bidulka została wywieziona na wieś [a dzisiaj ma imieninki - Rita 29.04 - wszystkiego naj Rituś] chociaż chyba nie będzie jej tak źle na wsi…pogania troszke kotka [bo to jedyne zwierze tam żyjące] pożre sobie trawki [niczym krówka] i będzie całymi dniami robic to co kocha czyli obijac się ewentualnie spac…złapałam sie dzisiaj na tym że chciałam zawołać mego pieska ale w pore sobie przypomnialam ze jej nie ma…co to by było gdyby jej na zawsze już nie było…wyrzuć ze swego pustego mózgu te myśli Moniko…no więc czas kończyc gdyż odezwała sie moja druga połowa, niekoniecznie lepsza…pozdrówka i ja sobie życze miłego wypoczynku i wam też…O! wyśle wam pocztowke…

    a to jest mój mały potworek

    27860_l.jpg

    …już sobie dzisiaj posprzątałam, nawet się fizy pouczyłam, choć to jeszcze nie koniec nauki na dziś, coś mnie natchnęło i postanowiłam napisac nowa notkę…ale problem w tym że nie wim o czym pisać…hmm…weszłam sobie dziś na taka fajną stronkę…można tam sprawdzić jakie gwiazdy urodziły się tego samego dnia co np. ja…bardzo się cieszę, bo 11.02 urodzili sie też:
    Kelly Rowland [1981]
    Brandy [1979]
    Jennifer Anniston [1969]
    Sheryl Crow [1963]
    Burt Reynolds [1936]
    Leslie Nielsen [1926]
    oraz Mike Shinoda [1977] i to mnie najbardziej cieszy :) jest ich jeszcze kilku, ale tylko tych znam…zapraszam tu jak jesteście ciekawi z jakimi sławami dzielicie date urodzin….zauwarzyła że coraz więcej ludzi kasuje blogi, ja na razie tego nie zrobie, bo by mi było żal, z resztą ja lubie swojego bloga, dzięki niemu poznałam przecież was :) jest też coraz więcej stron typu blog.pl ale wcale nie są lepsze…nasze blogi nie są może jakieś super, bo czasem nie działają [przynajmniej ja tak mam], ale jakos nie mama zamiaru się przeprowadzać, na np. e-blog.pl czy blogi.com bo mnie sie tam nie podoba i blogi maja dziwne ;) nie chce mi sie już nic pisać…miłego dnia życze…
    pa,pa…

    …jak by nie było szczęście mnie nie opuszcza i wcale mi z tym źle nie jest…dzisiaj przekonana że klasówki z fizyki nie ma poszłam do szkoły….trwało to dość długo, bo 15, którą zazwyczaj jeżdże do szkoły nie śpieszyła się zbytnio i musiałam z kumpelą powędrować do tramwaju number 11, a ten pojazd już mnie nie zawiódł, pomijając fakt, że pędził jakieś 10 km/h…no więc jak doszłam w końcu do tej szkoły [spóźniłam się na religie całe 5 minut, księdzu się ucieszył, że będzie się mógł na mnie trochę powyżywać, ale ja się nie dałam] nóżki mnie straszliwie bolały, bo nie jestem przyzwyczajona do pokonywania tak długich dystansów w tak krótkim czasie [zadyszki można dostać]…w każdym razie siedząc na religi nadal byłam przekonana że klasówki nie będzie…gdy ma ulubiona lekcja się skończyła, zeszłam z mą załogą do piwnicy, w której mieści się moja sala a jej numer to S3…tam też zawsze mamy fizykę…moja pani przyszła do nas na chwilę i mówi że mamy sie tak nie śmiac bo jak nam walnie pytania na kasówce to tylko ona będzie się w stanie uśmiechać…ale pani profesor jeszcze nie wiedziała o tym co miało się zdarzyć i tak jak ja żyła w przekonaniu że klasówkę nam zrobi…gdy dzwonek zadzwonił doszło do mnie że jest źle, ale po chwili wszystko sie zmieniło, a cala klasa znowu zaczęla się uśmiechać…a stało sie tak gdyż przyszła do nas taka pani, która uczy dziewczynki o chorobach układu rozrodczego…na wykładzie było nawet ciekawie…wszystkie dziewczynki były happy jak nie wiem, a ja na ich czele…wszem i wobec stwierdziłam, że zapowiada sie pikny dzien…i sie nie myliłam, lekcje minęły szybciutko i przyjemnie…do tego jeszcze [w sumie to powinno mnie to dobić, ale...po takim piknym dniu] o mej szkole pisze na pierwszej stronie gazety chyba wyborczej…więc jak macie taką w swym posiadaniu to looknijcie na tego artykuła i wtedy przekonacie się, że do 34 LO nie opłaca sie iść…wszystko co tam jest napisane to prawda…

    …mnie nikt dziś zbyt mocno nie zlał…tylko babcia mnie opryskała lekko śmierdzącymi perfumami, czy perfumy mogą skisnąć??? bo te rzeczywiście tak pachniały, dobrze że nie były zbyt trwałe i po zdrapaniu pumeksem trzech warstw skórnych nic nie było już czuć…ble…tato mi troche łóżko zmoczył, czulam sie latając w mokrych boxerach jak bym sie normalnie w gacie zlała, nie przyjemne uczucie, nie polecam…i na tym sie skończyło…na dwór się bałam wyjść i nadal się boję…co odważniejsi wyszli i mówili że się nikt nie leje, ale ja widziałam te dzieciaki latające po parku z wiadrami w rączkach, oczy im sie na czerwono świciły, wrodzone diabły…nie wiem czy to mi sie z oczami cos stało ale ich naprawdę było więcej niż zwykle…wczoraj byliśmy całą rodzinką u cioci i muszę przyznac że jeszcze nigdy się tak nie objadłam…ofkorz żarełko było poprostu palce lizac, ale mój brzuch miał dosyć już gdzies tak po trzecim daniu…a potem było jeszcze czwarte, piąte, szóste…itd….jak wróciliśmy do domu to marzylam tylko o szybkim zaśnięciu…i oby tylko nie śnić o jedzeniu…no i się sprawdziło, śnila mi sie moja koleżanka :) a co robiłyśmy??? no cóż…sen był troche głupi, bo śniło mi się, że pokoazywałam jej kupon doładowywujący do mej komóry i ją przedrzeźniałam że będę miała teraz na koncie więcej niz ona…toz to chore…i to by było na wszystko…ale kupon w rzeczywiśtości dostałam, wczoraj…dzisiaj tez było dobre jedzenie, tym razem też był obiad w rodzinnych kręgach…babcia, dziadek…brat i jego girlfriend, mamuś, tatuś, upierdliwy piesek pod stołem, ona zawsze musi deptac mnie akurat na ten palec który mnie boli…auu…i ja na koniec…jakoś wpakowałam w siebie ziemniaczki, dwa mięska, dwie suróweczki i na deser serniczek :) …mój żołądek mi tego nigdy nie wybaczy….
    …jak by sie wam nudziło kiedys to looknijcie na popcap.com fajne są tam gry…ja gram nałogowo w Candy Train…
    Don’t feel sad
    Don’t feel blue
    Frankenstein was ugly too
    to był wierszyk o mnie :)
    a to przesłała mi kumpela
    kto ty jesteś? – jajeczko
    jaki znak twój? – żółteczko
    gdzie mieszkasz? – w skorupce
    w jakim kraju? – w kurzej dupce :)so sweet…

    …ach…

    3 komentarzy

    …uwierzycie, że jestem już na tym świecie 6277 dni…fantastyczne nie?…to się tak mało wydaje jak się to na lata przeliczy [to będzie 17, tak dla przypomnienia]…jestem normalnie pod wrażeniem…niczym Wielki Brat…

    Bądź w połowie tak uległy wobec mądrości jak ulegasz pokusom, a wstąpisz na właściwą ścieżkę

    …to powyżej to nie są żadne moje mądrości…to jest chińska wróżba…znaleść można na onet.pl nie za bardzo wierze w horoskop, ale zawsze fajnie jest się pośmiać…
    Mój horoskop na dziś [wszystkie Wodniki moga czytać i analizować]:

    Nie wszystkie zamierzenia i plany potoczą się dziś po Twojej myśli. Może mieć na to wpływ zła pogoda a może gorsze samopoczucie [zgadza się]. Tak czy inaczej narażony będziesz na nieprzewidziane kłopoty [czyżby wypadek w drodze do kościoła?]. Nie załamuj się jednak niepowodzeniami. Weź się w garść i dostosuj do aktualnej sytuacji życiowej.

    Miłość: Partner miło Cię zaskoczy [trza go jeszcze mieć].

    Praca: Poświęć dzień sprawom rodzinnym.

    Zdrowie: Owoce cytrusowe chronią przed zawałem.

    …muszę spróbowac z tymi cytrusami może uchronią mnie nie tylko od zawału, ale też od bólu głowy i gardziołka…kto wie…z cytrusami nigdy nic nie wiadomo, one są takie tajemnicze…ale dzisiaj dzień bez filozjofowania…

    …wesołych świąt jeszcze raz…

    …wreszcie jest wolne, a Monisia oczywiście [bo jakby nie było kiedy] chora jest…no i siedzę sobie w domciu, przy kompie [ofkorz jakbym była zdrowa robiłabym dokładnie to samo]…czesm chodze do mego TV i oglądam coś…czasem też do lodóweczki popatrzeć na jej wnętrzności…ale na tym świat się nie kończy, prawda?…jutro zaś po sprzątnięciu tego co mi mamusia będzie kazała i po wynudzeniu się na 19 idę do teatru…gdyż ja teraz jestm pożądny człowiek…idę sobie na jakis melodramat o wdzięcznym tytule ‚MIŁOŚĆ to takie proste’…podobno ma tam grac ktos znany, bo mi kumpela mowiła, ale że ja nie oglądam tych beznadziejnych polskich telenowel [Klanu i Na wspólnej do nich nie zaliczam :P ] to nie znam tego pana…
    nie wiem kiedy się święta zaczynają czy może juz sie zaczęły…w każdym razie życze wszystkim smacznego jajka [jajeczka na mej wigilii klasowej były normalnie mniam...reszta też], mokrego śmingusa [obyście pływali w pobliskim zbiorniku wodnym], miłej wyprawy do kościoła ze święconką [ktos musi zaciągnąc ten 45 kilowy koszyk do kościoła aby ksiądz go w 5 sekund poświęcił], no i oczywiście udanego odpoczynku po totalnej wyżerce…a jeszcze na koniec miłego powrotu do szkoły…:P…sobie tez tego ostatniego życze…

    …tak sobie właśnie siedze i głosuje na stronie MTV, gdyż dużymi krokami zbliżają sie Mtv Movie Awards …głosujecie sobie też…jak ja lubie oglądać te nagrody…a dzisiaj to wogóle fajny dzień jest…i jutro też będzie fajny…czemu???…ponieważ dzisiaj miała być klasówka z fizyki [to ta sama która moja 'kochana' pani ostatnio przełożyła, gdyż została przekupiona]…no i rzecz jasna jej nie było…czemu???…gdyż dzisiaj moja klasa wogóle nie miała lekcji…siedzieliśmy całe sześć godzin na sali gimnastycznej i oglądalismy jakąś chorą sesje fizyczną…oczywiście wszyscy byli zainteresowni, oprócz…hmmm, let me think…mojej klasy…ja i moje towarzyszki wypraw wszelakiego rodzaju [czyli Lucy, Karo i Domi] słuchałysmy walkmanów [w mym płynęła muzyka LP, ofkorz]…potem jak juz się to przynudzanie skończyło to posprzątaliśmy sale [ja, jakoś tak dziwnie sie złożyło, ciągle szwędałam sie po szkole z jednym krzesełkiem i udawałam, że nie wiem co mam z nim zrobić]…potem czekała nas jeszcze wychowawcza i wszyscy myśleli że babka zrobi klasówkę, ale nie zrobiła i na dodatek była taka miła że zwolniła nas wcześniej do domciu…a jutro też nie będę zbytnio móżgu przeciążać w szkole, gdyż mamy mieć WIELKANOC klasową…słyszałam jak dziewczynki z mej klasy mówiły że facia pozwoliła im wziąść kase z klasowych i kupic żarełko…będzie wyżera…do tego mamy sobie…jak to powiedziała moja pani…kupic ugotowane jajko…nie wiecie może gdzie można kupic gotowane jajko, bo ja nie wiem…a musze mieć na jutro…no cóż w najgorszym wypadku sama je stworze…

    Z ostatniej chwili:
    własnie przeglądałam swoja pocztę i patrze a tu…aaaaaa…wygrałam….a dokładnie to wygrałam kasete lub DVD z filmem The Ring – japońska wersja…widziałam ten film już w kinie, a bilety na niego tez wygrałam :)….normalnie, totalnie, maxymalnie ten dzien jest pikny…looknijcie tutaj a znajdziecie mnie pod numerkiem 6…idę się cieszyć w zaciszu mego pokoju….

    …i jak tu sie nie zabić…miałam już ładnie notke napisana i ją tak poprostu bez powodu sksowałam…być mną to naprawdę straszne…w każdy razie wczoraj byłam u kumpeli i razem z dwoma iinymi robiłyśmy plakaty na matme o jakże interesujących filozofach i matemtykach potocznie zwanych Pitagorasem I Talesem…najpierw nam sie komputer zawiesił, a że wszystkie informacje miałyśmy na dyskietkach to ani rusz…jak już chodził normalnie to dyskietki sie nie chciały otworzyc…no i zawiesił sie tak jeszcze z pięć razy…w końcu po godzinie zaczął dzialać normalnie i dyskietka w końcu podzieliła sie z nami pasjonującymi informacjami z życia wspomnianych już wyżej filozofów…plakaty wyszły nam całkiem zgrabnie, choć spięc podczas ich tworzenia było wiele…ja wraz z Lucy znalazłyśmy w kącie pokoju mej kumpeli Dominiki kosz z gazetami…no i oglądałysmy wszystkie po koleji…zeszło nam trochę…potem napisałam jeszcze wierszyk o Pitagorasie i na tym mój udział sie skończył…ale czas nie był stracony, wręcz przciwnie…wyszłam od kumpeli z znacznym łupem…masa naklejek i kolejny plakat do kolekcji, tym razem z Justinem…przykleiłam go do szafki [thnx FAMA za radę, ale ja wolę nie zostawiac otwartych szafek bo to grozi wypadkiem, natomiast zewnętrzną powierzchę szafków mam już oklejoną]…juz o 20:00 będę siedziec sobie przed TV i oglądać na VIVIE polska koncert BLUE…widziałam ten koncert juz dwa razy ale Blue nigdy za wiele…nadchodzący w zawrotnym tępie poniedziałek, jak i cały tydzien, nie zapowiada się interesująco, pomimo swej krótkości…pięc kartkówek, a to przecież tylko trzy dni…ja chyba umrę…jeśli jednak będę w czwartek żyła to się odezwę, bo wcześniej raczej nie da rady…

    …ostatnio odbyła sie walka pomiędzy wiosna i zimą niestety biedna, bezsilna wiosna przegrała z bezlitosna zimą i na razie leczy sie w szpitalu gdyż doznała poważnych obrażeń…ale nie ma się czym martwic bo już niedługo przyjdzie…jak byłam ją odwiedzić to powiedziała mi w sekrecie że żal jej było zimy i specjalnie przegrała [ach ta wiosna i jej dobre serce]…ale już dochodzi do siebie…a zima robi sie coraz słabsza, śnieg się jej kończy…tak to jest jak sie przegina….ja osobiście tęskinie za ciepełkiem…nawet kaloryfery ustawione na maxa nie grzeja tak intensywnie jak np. w grudniu…ludzie [to do tych w elektrociepłowni] my tu zamarzamy…dzisiaj miała byc kartkówka z fizy, ale laski z mojej klasy [i dzieki im za to] wpadły na pomysł aby kupic naszej ‚kochanej’ wychowawczyni cos do żarła [ona żre tyle że już naprawde więcej sie nie da...ja myślałam że jem dużo...myliłam sie]…dwa pikne, ogromne ciacha…no i przekupiły ją…kartkówka przełozona na wtorek….sukces…ostatnio nie ma wszkole anglika i bardzo mi to nie pasi bo mamy w prezencie niemieckie…jak ja ‚kocham’ ten język…gdybym jeszcze cos rozumiała…Mein Vorname ist Monika…czy to było poprawnie???…z resztą nie ważne…teraz może po angielsku bo lubie ten język….Monika is happy ‚coz she has Linkin Park poster…to juz będzie drugi na ścinach mego pokoju plakat z LP…będę musiała jakiś usunąc aby LP powiesić…tylko który?????…..trudno będzi mi zdecydować…a może gdzieś go jeszcze upchne…:)

    …no i w końcu stało sie mam płytke LP i normalnie jest super…piknie…panowie sie spisali…kocham utwór Easier to Run…poprostu tak slicznie Chesterek śpiewa że nie moge sie oprzeć i słuchałam jej juz ze sto razy…Breakin the Habit jest tez super…ogólnie to wszystkie są super i jest ogolnie super…bo jak mogło by nie być…
    …jak by ktos chciał sobie na mnie popatrzeć to niech wejdzie na mój e-puls :tutaj
    tylko sie nie przeraźcie…i nie krzyczcie zbyt głosno bo to niebezpieczne dla uszu zarówno waszych jak i sąsiadów…a najbardziej na hałas uczulone są zwierzaczki więc prosze uwarzać…a na koniec śliczny i genialny Mike

    21995_l.jpg


    • RSS