levander blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2003

    I’m just a simple girl
    In a high-tech digital world
    I really try 2 understand
    All the powers that rule this land
    They say Ms. J’s big butt is boss
    Kate Moss can’t find a job
    In a world of postmodern fad
    What was good now is bad
    It’s not hard 2 understand
    Just follow this simple plan

    Follow your heart
    Your intuition
    It will lead u in the right direction
    Let go of your mind
    Your intuition
    Is easy 2 find
    Just follow your heart, baby

    …no więc miałbyć foty i będą…tylko ja nie odpowiadam za potwora na tych fotach…nie wiem czemu sie tak dzieje ale na każdej fotce mam na sobie cos czerwonego…lubie ten kolor ale…no nie wiem…w każdym razie kobieta w czerwieni to ja…foty sa jak dla mnie fajne…tylko sa one jeszcze jednym dowodem na to ze niektórzy faceci lepiej wyglądaja na żywo niż na obrazkach, wiec sie trzymajcie mocno i nie przestraszcie sie…foty sa tylko trzy bo tylko te trzy zasługiwały na pokazanie światu…bedzie jeszcze kilka napewno ale to troche później, jak już Dota łaskawie wywoła swoja klisze, a to moze potrwac nawet do następnych wakacji…no ale przejdźmy do rzeczy…
    [Dota, Lukas i JA]…wyszłam na tym foto jak ostatnia ćpunka, ale tak to jest jak sie nie śpi cała noc…to foto było zrobione w ostatni dzień, więc sie nie dziwcie…do tego byłam nie umalowana wiec to chyba wszystko tłumaczy :)
    [Milad, Monisia, Dota i Mariusz]…no więc tu wyszłam juz bardziej jak człowiek, choc i tak nie bardzo…z reszta ja jestem taka lekko nie fotogeniczna…fote robił pan ratownik, wiec wyszła jak wyszła :P no ale może mały opis…to było na wycieczce, której juz po 15 minutach wszyscy mieli dosyć…było gorąco jak na pustyni, a my zamiast smażyc sie na plaży to żeśmy łazili po jakimś dzikim muzeum…
    [DJ Łukasz oraz kobieta w czerwieni]…to foto było zrobione po ostatniej dyskotece :P DJ sie ładnie usmiechnął a ja zrobiłam mine jak by mnie zaraz mieli kosmici porwać…no ale cio tam…
    to tyle z moich komentarzy…jak jest widac bardzo dobrze…mam nadzieje ze sie nie wystraszyliście i nadal zyjecie…bo to musiał byc dla was lekki wstrząs, widzieć mnie w całej okazałości :P…no dobra juz bede grzeczna i nie bede wrzucac na siebie bo tak nie wypada :P
    …po powrocie z obozu moje zycie jest strasznie nudne, ale wcale mi to nie przeszkadza…dni sie wlecza niemilosoernie ale jest fajnie, bo o to w sumie chodzi…od czwartku obejrzałam już chyba z 10 filmów…podziele sie z wami wrazeniami choc zapewne nie chcecie….ale ja lubie rozprawiac o filmach :P
    no wiec pierwszy był już w czwartek wiezorem, było to Oszukać Przeznaczenie 2 fajny film, biorąc pod uwage to że pierwsza część była w deche to druga była nawet fajniejsza [no i taki przystojny aktor tam grał] zakładam że bedzie też trzecia część bo film sie dziwnie skończył, ale to fajnie bo ja lubie patrzec jak oni uciekaja pred śmiercią…i moze znowu jakiegoś przystojniaka wpakują :P…potem [następnego dnia] było Halloween Resurrection….niby horror, ale częściej ziewałam niż sie bałam…zabijali sie w taki monotonny sposób, że az przykro było patrzeć…i nie było żadnego przystojniaka :( później [juz w sobote, chyba] miałam faze na komedie romantyczne…no i na początek poszła Pokojówka na Manhatanie…J.Lo w sumie fajnie grala i film też był fajny, ale znowu zero przystojniaków…następnie Moje Wielkie Greckie Wesele jak dla mnie to film był zbyt szczęśliwy…taki nijaki…ale fajny pomimo to…Nowożeńcy…to był film dopiero…no i przystojniak w postaci Ashtona Kutchera…tylko ta Brittany Murphy mi zawadzała :/ ona jest taka pusta że az przykro…nie lubie jej, ale Ashton był super…film był fajowy, smiszny i nawet sie prawie popłakałam na końcu…wiem, że długość notki was dobija i że juz wam soe tego czytac nie chce ale mnie to wali :) pisze dalej :P juz w niedziele obejrzałam film z Kirsten Dunst…Crazy/Beautifl pikny film i przystojniak tez był…płakałam ale tylko na końcu…jak ja lubie płakac na filmach :) potem dla odmiany cos totalnie nie do płakania, a dokładnie to Scooby-Doo…no comment, poprostu film był lepszy niz fajny :) teraz nastał poniedziałkowy seans…wiec na poczatek był film The Hot Chick jeden z najgłupszych filmów jaki oglądałam, ale bardzo fajny :) pojęcie głupi jest w mym życiu bardzo zróżnicowane :)w filmie przystojniaka nie zabrakło, a co sie później okazało jak go sprawdziłam…urodził sie tego samego dnia co ja czyli 11.02, to było przeznaczenie :) później taka sobie komedia Dwa Tygodnie Na Miłość gdyby nie Hugh Grant i ten jego angielski akcet to bym chyba zasnęła :P ale najlepszy film to sobie obejrzłam wczoraj wieczorkiem…Jackass The Movie to było coś tak obrzydliwego momentami, żę az sie patrzec nie dało, ale ogólnie calośc była przecudnie śmieszna…niemogłam sie powstrzymać…polecam i nawet przystojniaków tm nie brak…tylko szkoda że robili taki orzydliwe rzeczy :/ moze nawet nie tyle co obrzydliwe ale niebezpieczne…z reszta kto widział jackass na Mtv to wie o co mi chodzi :) no wiec to tyle na dzisiaj…mega długa notka mi wyszła jak nigdy…sorry ludzi za to ale czasem sie ma wene a czasem sie nie ma wiec jak sie ma to trzeba to wykorzystać :) teraz juz przez tydzień nie bede was zamęczać…

    Can you rock with me (aw baby)
    Non-stop with me (stop with me)
    Can you take it to the top with me
    I just wanna love you babe (love ya babe)
    Always thinking of you babe (wanna love you babe)

    Can you roll with me (ooh baby)
    All over me (over me)
    Can you take control of me
    I just wanna love you baby (love you babe)
    Always thinking of you baby

    …no więc w końcu wróciłam z obozu, pełna wrażeń i nadal pod wrażeniem nie jestem w stanie wam streścic tego co sie tam działo, a sie działo sporo…może kiedys sie dowiecie…napewno sie dowiecie…jak tylko wywołam foty to je wam pokarze, sama jestem ciekawa…mam foty z wszystkimi [z DJ-em też, krucha] więc bedzie co oglądać…no chyba że źle wyjde to wtedy, niestety, ale nie bedzie fotek…mam nadzieje że zrżera was ciekawość :P ale ja jestem niesamowicie miła, no cóż…na obozie było fajnie choc chwilami nudnawo, ale jak zawsze pod koniec kiedy trzeba juz jechać robi sie ciekawie :( ale postanowiłam sobie że jesli wszystko pojdzie dobrze to za rok wybieram sie tam znowu…boshe, wszystko mi sie z obozem teraz kojarzy…zwłaszcza muzyka…praktycznie każda piosenka, a najbardziej Sean Paul i jego Get Busy…normalnie nie moge z tej piosenki, jak ja słysze to mam przed oczami obraz tych zajebistych dyskotek i naszego the best DJ-a…czy to mi kiedys przejdzie??? pewnie nie no ale przynajmniej mam jakis punkt odniesienia…zwłaszcza że mam na kilka osób namiary i dużo ludzi ma namiary na mnie i nawet obiecali ze sie odezwa, niektorzy zrobili to juz wczoraj wiec chyba bedzie fajnie :P nawet nie wiecie jak sie za wami stęskniłam…w Wągrowcu [tym niby mieście w ktorym był moj oboz] maja nawet jedna caffe, ale ona jest od obozu oddalona o tysiące kilometroof i nikomu nie chcialo sie tam łazić…raz doszliśmy [nawet nie wiem jak] no i sie skusiliśmy ale tylko na kilkanaście minut…wogole to ten Wągrowiec to takie dziwne „miasto” wszystko jest tak daleko że aż sie nie chce nigdzie iść…cud że doszłam na poczte i kupiłam kartki żeby wysłać tym ludzikom ktorym obiecałam…i z wielkim bólem serca wydałam kase na poczcie bo moj budżet obozowy w zadziwiającym tępie sie pomniejszał, wiec ci ktorzy dostali kartki moga czuc sie zaszcyceni, bo w pewnym momencie az mi sie ich nie chcialo kupować…oczywiście byłam bardzo szczęsliwa gdy w koncu mogłam je w mym domku wypisać [tylko dwanaście, co to dla mnie] hehe…no a jak juz poruszyłam temat domku to wam go z lekka opisze…wiec była to camping number 53 na samym zboczu ośrodka dlatego zawsze kreciło sie kolo niego mnostwo ludzi, czasem w srodku był mały tlok, ale cio tam…no wiec domek sie lekko rozsypywał, ale mi to ani troche nie przeszkadzało…mieszkałyśmy we trzy, JA, Dota i Milena [Dote znam zbyt długo,a Milene poznalam na obozie] niektorzy jak Lukas czuli sie u nas w domku jak u siebie, wiec on jakby tez sie zalicza :P czesto mozna bylo wsrodku napotkac na jakies robale, ale dzielni chłopcy szybko sie ich pozbywali :) notka sie niesamowicie rozciągneła w czasoprzestrzeni i nie tylko wiec czas konczyć…reszta kiedy indziej :P a jak ktos chce szczegoły to zawsze moze mnie zaczepic na GG lub e-mailnąć :) spijcie dobrze, jutro może poodwiedzam wasze blogi, bo teraz nie mam siły, musze cos zjeść i oderwac sie w koncu od kompa :) chociaz tak sie za nim stęskniłam :P

    If you were, in my heart, I surrely, not break you
    If you were beside me, and my love, would take you
    I keep you, in savety, forever, protect you
    I hide you, away from, the world you rejected, I hide you

    Kosheen – Hide you
    Goodbye’s the saddest word I’ll ever hear
    Goodbye’s the last time I will hold you near
    Someday you’ll say that word and I will cry
    It’ll break my heart to hear you say goodbye

    But the love you gave me will always live
    You’ll always be there every time I fall
    You offered me the greatest love of all
    You take my weakness and you make me strong
    And I will always love you ’til forever comes

    …no więc w końcu nadszedł dzień w którym mówie wam Goodbye na całe dwa tygodznie…jadę sobie odpocząć i porobić to co robię codziennie w domu tylko tym razem dla odmiany zmieniam lokalizacje, jadę gdzieś koło Poznania do jakiejs wsi o której wiem niewiele…już sie nawet zaczęłam przygotowywać, doprowadziłam paznokcie do porządku i się [znowu] przefarbowałam tym razem moje juz powoli wypadajace włosy sa barwy ciemnej, bliżej niezidentyfikowanej…cieszę sie że wyjeżdżam bo juz na tego bloga patrzec nie mogę…wszystko sie wali, przynajmniej jak sie juz totalnie położy to ja nie bede musiała na to patrzeć…eh…koniec notki i zmywam sie dalej pakować i obijać, nie ma co, cięzki dzień mnie dzisiaj czeka…

    …natchniona zupełnie niczym postanowiłam napisać nowa notke bo tamta staje sie z każdym dniem coraz bardziej dla mnie niezrozumiała…na samym wstepie chce przeprosić Juste za ucięcie biednego Duncana i w ramach przprson wpakuje tu całego, oczywiście piknego Dunca, żeby nie czuł sie urażony…

    …zdaje sie że on chce cos powiedzieć, ale nie dzisiaj, mamy ograniczony czas antenowy wiec może jutro dam sie namówić…więc u mnie są tak ogolnie same nudy, nic sie nie dzieje, może nie do konca NIC bo troche sie dzieje, ale…eh…pomine to milczeniem…dzisiaj idę wraz z moja familią na urodziny do babci to już 75, boshe zebym ja dożyła takiego wieku i niezgłupiała do resty, ale obawiam sie że mnie już w przyszłym roku zamknął w zakładzie z powodu mojej obsesji na punkcie…hmm…wielu rzeczy…poczynajac od muzyki przchodzac przez przróżnych aktorów, a kończąc na książkach, ktore od czasu do czasu udaje mi sie rozszyfrować…skończę już bo moja wena ostatnio ma sie cieńko i wcale sie nie odzywa…mam też przykrą waidaomośc [dla niektorych zapewne dobra] juz niedlugo wybywam na oboz, wiec kolejna notka bedzie notką pożegnalną, więc juz możecie kupować chusteczki higieniczne, bo łez bedzie sporo…i prosze mnie tym razem nie oskarżać o obciecie Brada, bo to już nie moja wina :P

    I’ve become so numb I can’t feel you there
    I’ve become so tired so much more aware
    I’ve becoming this all I want to do
    Is be more like me and be less like you

    And I know
    I may end up failing too
    But I know
    You were just like me with someone disappointed in you


    • RSS