How the hell did we wind up like this
Why weren’t we able
To see the signs that we missed
And try to turn the tables
Now the story’s played out like this
Just like a paperback novel
Lets rewrite an ending that fits
Instead of a hollywood horror

Nothin’s wrong
just as long as
you know that someday I will

Someday, somehow
gonna make it allright but not right now
I know you’re wondering when
(You’re the only one who knows that)
Someday, somehow
gonna make it allright but not right now
I know you’re wondering when
(You’re the only one who knows that)

82982_l.jpg

…szkoła, szkoła i jeszcze raz szkoła…jak ja nie lubie tego miejsca…te dziewuchy z mojej klasy są tak beznadziejnie odmóżdżone że aż przykro na nie patrzeć…a co tu mówic o współpracowaniu czy o prostej, składającej sie z kilku złozonych zdań rozmowie…siedzą tylko na lekcjach chichocząc głupkowato na temat jeszcze bardziej odmóżdżonych chłopaków klasowych, co chwila zarzucając grzywa i wydobywajac z siebie dzwiek przypominający odgłosy umierającego pawiana…dziwić mnie to nie powinno, gdyz ich poziom inteligencji napewno nie przewyższa tego spotykanego u wyżej wspomnianych małpek <= niektóre przypominaja te zwierzęta takze wyglądem…dobrze że my we 4 [odmóżdżone inaczej] trzymamy sie razem i nie konwersujemy z tymi istotami…czasem niestety trzeba, ale sa to zazwyczaj rozmowy typu „głuchy z niemowym”…a co tak ogólnie słychać?? Więc w niedziele powędrowalam z Dota do Zgierza na jakieś dni tego miasta…ogólnie to pojechałysmy tam tylko dlatego bo Lukas [ten z obozu] nas zaprosił, gdyż jego zespół miał tam koncert…zespół to Rot In Peace a muze mają naprawdę fajną…Lukas gra tam na perkusji i nawet mu to dobrze wychodzi…spotkało sie też troche ludu z obozu i nawet widziałam cień zaskoczenia na ich twarzach gdy nas ujrzeli, pewnie sie nie spodziewali że przybędziemy…hehe…a my se przybyłyśmy bo tak nam sie chciało…żałuje tylko że nie poszłam na koncert Myslovitz w piątek choć mnie do tego Dominika usilnie namawiała, ja jednak nie uległam…poszłam zas tego pieknego wieczorka z Docikiem do marketu w ktorym pracują nasi dawni znajomi [Peter i Jarek]…no i wpadłyśmy tylko na Jarka, który nas oczywiście nie skojarzył i pewnie zeszło mu chwile na przypomnieniu sobie z kąd zna te dwie urocze stworzenia :P w każdym razie zanim zdążył skojarzyć my wyszłyśmy, bo by nam bezpłatny do domciu uciekł…a teraz szara nuda i rozpacz w kolorze niebieskim…a tak wogóle to ja chce obejrzeć „Piratów z Karaib”…