levander blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2003

    So long ago
    I didn’t have a care about me
    I didn’t know my right from wrong
    But now I know
    That you left got love around me
    You know it makes me feel so strong
    Baby if you turn around
    And prove to me its real
    Maybe we can work it out
    Cos this is how I feel

    Do you know where you go when you give it all away
    I’ll be there for you, care for you
    Love you everyday oh baby
    And do you feel the same for me?
    Everyday you’re away
    And I feel a little low
    I would cry for you, die for you
    Just to let you know oh baby
    And if you come to me you know I’ll make it right

    …tak więc juz od wtorku siedze w domu i sobie choruje :] całe dnie sie obijam, czyli robie to co lubie :] niestety juz niedlugo ten całodobowy relax sie skonczy i nastąpi brtalna rzeczywistość bliżej znana jako szkoła :/ ale na razie jeszcze sie do boody nie wybieram wiec nie myslac o niej nadal obijam sie coraz bardziej czujac ze me miesnie zanikaja, jesli jeszcze ma co zanikac :] na połowinki raczej nie idę bo nie sadze by sie wogole odbyly, ale ide za to na inne polowinki i mam nadzieje ze tam bedzie fajnie :] chociaz na zewnatrz bywam raczej sporadycznie to zauwazylam ze jest cholernie zimno, dlatego musialam moja granatowa kurteczke przeksztalcic w beżowy plaszczyk puchowy i teraz bede na spacerach z psem udawac niedzwiedza :] dzisiaj przychodzi do mnie kumpela z lekacjami wiec jednak przeyje malego doła, ale trzeba zyc dalej :] mam jeszcze MASE anglika na poniedzialek do zrobienia [FCE sie zachcialo :/ ], musze zajac sie paznokciami bo wygladaja one jak bym w kamieniołomach robiła 24/7 :] no i to wszystko, teraz ide umyc umywalke zeby lśniła jak nigdy, ale nie ma co mam Cif’a wiec bedzie dobrze, cos jeszcze mialam zrobiec ale skleroza mi nie pozwolila na zapamietanie tego [pomyslec ze mam dopiero 17 lat, JEZU!!] no wiec ide przypomniec sobie czy jadłam juz dzisiaj śniadanie…

    I feel like a song without the words
    A man without a soul
    A bird without its wings
    A heart without a home
    I feel like a knight without a sword
    The sky without the sun
    cos you are the one

    I feel like a ship beneath the waves
    A child that lost its way
    A door without a key
    A face without a name
    I feel like a breath without the air
    And every day’s the same
    since you’ve gone away

    I gotta have a reason to wake up in the morning
    You used to be the one that put a smile on my face
    There are no words that could describe how I miss you
    and I miss you everyday

    …znowu nic sie nie dzieje tylko tyle że wiem że moje połowinki sa 10 listopada [poniedziałek, genialnie!!] i kosztuja 12 zyli [boo!! drogo, kto ze mna pójdzie??] w przyszłym tygodniue to chyba sie wykończe [sprawdzian na sprawdzianie], ide kiedyśtam na połowinki do kumpeli [Elcia to o tobie :)] hym…napisałam rozprawke na polski, ale ta rozprawka raczej rozprawki nie przypomina o czym jak zakladam pani D. mnie z przyjemnoscia powiadomi, COŚ <= polecam, musze isc umyc głowe i wogole sie utopic w wannie, próbowałam zrobic sobie test na IQ ale mnie sie teraz nie chce kombinowac, chociaż trzy pierwsze zadaania w zestawie 4 sa nawet latwe :] yeah, yeah, geniusz jestem…teraz juz ide sobie bo zrobiłam sobie herbatke i nie może mi przeciez ostygnąc, eh….a tak wogole to polecam płytke Black Eyed Peas, jest da best…

    I ignored all the usual signs,
    Swallowed it down with my pride,
    Let you decide, yeah, aint it funny how I’m finding out now,
    It makes me laugh how I let you have you say and your way,
    I’ve got it now, so I’m asking you babe,

    Did I ever even cross your mind?
    Cause it’s not a game of who is under the thumb,
    I think you took me for a ride,
    But I didn’t see,
    I didn’t even realise, boy, that we were playing games of under the thumb,
    I think you took me for a ride,
    What a waste of me, oh oh oh.

    …nie ma o czym pisac tylko tyle ze szkoła jest nawet nie az tak męcząca, liczba 13 zdecydowanie przynosi mi pecha [a 13 czeka mnie dentysta, auu], odkryłam że moja szkoła ma strone w necie i ja jestem na jednym zdjęciu na tej stronie [straszne, i nie zdradze na którym, szukac ludziki], z zapartym tchem słucham Sean Paula, bo mam jego płytkę w postaci kasetki :], nie moge doczekac sie weekendu, dostałam 4 z matmy [zupełnie sie nie spodziewałam], ludzie podniecaja sie fotami z wycieczki [ja tez], zbliża sie dzien nauczyciela [tez mi święto...], musze zostawiac worek w szkole [moje biedne buciki :(], w listopadzie mamy połowinki, babka od bioli juz drugi raz mnie nie spytała z braku czasu [uff..], mam zrobic referat na anglika [yeah...], chodze na kurs do FC z moja nieokrzesaną Dorotka [hehe...], musze callnąć do koleżanki, dzisiaj szalałam po całej Łodzi chyba, musze sie wyżyć w necie bo przez pewien czas mnie nie było, musze umyc głowę, powinnam przeczytać „Skąpca” i skończyc te notke póki jeszcze mogę…NARA…

    …Breathe…

    9 komentarzy

    …Don’t Drink And Drive…

    So what’s that supposed to be about baby
    gall free up ya vibe and stop actin crazy
    reminisce ‚pon all the good times daily
    why you try pull that got me actin shady

    what’s that supposed to be about baby
    gall free up ya vibe and stop actin crazy
    sean-a-paul u’ll give ya the good lovin daily
    now you try and pull that got me actin shady

    You say you love, say you love me
    But you’re never there for me, yeah, mmm…hmm…
    You’ll be cryin’, slowly dyin’
    When I decide to leave, oh, oh

    All we do is make up
    Then break up
    Why don’t we wake up
    And see

    When love hurts
    It won’t work
    Maybe we need some time alone
    We need to let it breathe…

    …nastał czas nowej notki…chociaż szczerze pisząc to mi sie nie chce pisać…leń ze mnie do kwadratu ale tak to jest jak sie przez 4 dni praktycznie nie śpi…i to nie koniecznie z własnej woli…ale no comment…wiem że nie chcecie tego czytac ale ja wam i tak napisze jak tam było na wycieczce :]
    …wiec podróz pociągiem do Poronina była jakby to ująć…hmmm…ciekawa?? no nie wiem czy to odpowioednie słowo, ale ide dalej…dzieliłyśmy przedział z naszymi babkami [fantastycznie nie??] wszystko by było OK [bo babki są na swój specyficzny sposób spoko] gdyby nie nudne opowieści pani P. o jej wspaniałym synku, których wysłuchiwałyśmy prawie nieustannie przez 9 godzin….dopiero gdy babki zasnęły nastała dla nas faza ataków śmiechu…pociąg sie oczywiście zatrzymywał na jakis stacjach ale że nam sie nudziło to sobie wymyśłałyśmy różne historie, np. że pociąg został porwany przez terrorystów, ale nie ma sie co martwić bo Collin Farrell i tak nas uratuje :] tak więc nasze rozmowy były dziwnie kierowne na terrorystow i fajnych facetów począwszy od Mr.Clooneya a kończąc na Husajnie i innych…na miejsce dotarliśmy rano o 8 cośtam…przewieźli nas do pensjonatu całych poobijanych i śpiących, ale nie było mowy o spaniu, o NIE!! śniadanko i bye bye bye…o 11 byliśmy już w górach…łaziliśmy po tych parkach jakiś i wszystkich bolalo już wszystko nawet koleżanka znana wam bliżej jako porażony prymus dostała zadyszki i straciła oddech na kilkanascie sekund, eh…az mi sie jej żal zrobilo…dla niej ta piosenka „Breathe baby breathe”…wracajac do domciu wpadliśmy jeszcze na Krupówki na godzinke i zakupiliśmy co trzeba [no comment]…gdy byliśmy już na miejscu i czułam te kolacyjne zapachy aż mnie żołądek krzyczał „JEŚĆ!!” …w końcu sie nażarlam bo ile czasu mozna sie żywić ciasteczkami, batonikami, chrupaki i zmasakrowanymi kanapkami?? I don’t know…JEZU!! ale ten Sean Paul jest boski w nowym klipie Beyonce…a ona jak wywija, eh…pierwszego dnia wszyscy szybko poszli spac tylko my w 5 w pokoju nie mogłyśmy jakos bo ciągle ktos cos mówił, a wtedy to cos powodowało ataki smiechu u Dominiki a jej śmiech jej znany na całym świecie taka Manuela [z BB] tylko troche donośniejsza, eh…normalnie sie pociachać można…boshe…drugi dzień był wybitnie ciekawy, poszliśmy sobie na Gubałówke i jak schodziliśmy na dół nasza kochana Dominisia zaliczyła glebe na prostej drodze i sobie kolanko popsuła…połaziliśmy sobie jeszcze kilka godzinek po Krupówkach, ale potem nie wróciliśmy od razu do domu tylko pojechaliśmy do szpitala bo Domi kolanko bardzo bolało, efektem tego było opatrzenie kolanka gipsem i tak sie bawilismy drugiego dnia, eh…wieczorkiem była jeszcze dyskoteka, JEZU!! jaka muza leciała, manieczki i tego typu disco-polo, ale cio tam nam to rybka była, ach tak jeszcze był kulig, lało jak nie wiem a my żeśmy zajfaniali na bryczce jakiejś, spiewaliśmy i wszyscy byliśmy happy, no i ofkorz woda w gaciach gratis, nawet majtki mi przesiąkły…normalnie taki mały bonusowy prysznic, no i jeszcze konie były takie miłe i nam powietrze zanieczyszczały, ale bylo coolowo…trzeciego dnia ja z Karo zostałyśmy z kulawą kaleka [Domi] w pensjonacie bo ona nie mogła iść, a samej by jej sie nudzilo wiec sie poświęciłyśmy [chociaz tak szczerze to wolalam spac niz łazic po górach] i zostałyśmy…darłyśmy sie w niebogłosy urządzajac sobie małą dyskoteke w pokoju :]…Sean Paul Rulez :] „Breath” do znudzenia… hehe… tego dnia wieczorek był bardziej urozmaicony, w końcu to ostatnia nocka…najpierw było małe ognisko, pożarłam kiełbache i zwęglonego chlebka, popstrykałam foty towarzychu i sie zmyłam bo nudno było…następnie DISCO…znowu ta zajefana muza…wynikiem tej imprezy były wokry pod oczami następnego dnia o 6:45…no i w końcu doszliśmy do podróży powrotnej która była chyba bardziej ekscytujacą niż cała wycieczka :] przesiadek miałysmy tyle że nawet nie wiem ile, ale no comment…najpierw jechałyśmy osobowym z zalożenia do Krakowa tylko że podrodze były remontowane tory to nas wpakowali do busa i sobie przejechalismy nim 30 minut, potem znowu osobowym tym razem juz do Krakowa, gdzie spędzilysmy 4 godziny i nawet kolegoe spotkalam, eh, ale ten swiat maly…w Łodzi nigdy nie moge na niego wpasc a tu suprise…po 4 nudnych godzinach spania na placu Mariackim poturlalismy sie do pociągu z naszymi wymarzonymi przedziałami i wpakowałysmy sie do niego w 8, troche ciasno bylo ale co tam ;] wszystko by bylo OK gdyby nie fakt ze jechalo z nami w pociagu pełno niewyzytych chlopakow [my 15 lasek i ze 40 chlopakow, masakra] z poczatku mysleli ze jestesmy zakonnicami bo zesmy tak cicho siedzialy w przedziale, ale kiedys trzeba sie ujawnic, np. w drodze do kibelka ktora odbywala sie zbiorowo :] wtedy wszystkie męskie glowki byly powystawiane z przedziałow a my sie musiałyśmy jakos przemknąc niesfotografowane [gdyz chopcy posiadali aparat i chcieli nam zrobic foty, zdaniem pani P. do Netu ale kto ich tam wie] ich opiekun sie tym wogole nie przejmowal, wrecz przeciwnie, jak zaczeli nam wpakowywac sie do przedzialu i walic w sciany to mowil ze ich kusimy bo wystawiamy nogi na korytarz, a on sam był z każda minuta coraz bardziej pijany, chlopcy nie byli gorsi…ale na szczescie nasze babki sa coolowe i sie im postawily i wszyscy sie od nas odczepili :] dojechałyśmy całe i zdrowe, nic nie zgubiłysmy, nic nie straciłyśmy, wręcz przeciwnie, nawet zyskałyśmy :] moja opowiesc mogłaby sie tu skonczyc ale jeszcze sie nie skonczy…w Zakopcu sobie kupiłam śliczny portfelik z misiem :] z tego sie nigdy nie wyrasta, tacie kupiłam drapaczke :] mamie owieczke, a bratu drewnianego Małysza :] psu oscypki ktore juz w 15 minut zostaly pożarte, niekoniecznie przez Riciaka :] no wiec koncze bo tak mi sie chce :] Ide sie popatrzec na plakat Sean Paula ktory wisi na ścianie mego pokoju :] So sweet, so beautiful :]


    • RSS