…Don’t Drink And Drive…

So what’s that supposed to be about baby
gall free up ya vibe and stop actin crazy
reminisce ‚pon all the good times daily
why you try pull that got me actin shady

what’s that supposed to be about baby
gall free up ya vibe and stop actin crazy
sean-a-paul u’ll give ya the good lovin daily
now you try and pull that got me actin shady

You say you love, say you love me
But you’re never there for me, yeah, mmm…hmm…
You’ll be cryin’, slowly dyin’
When I decide to leave, oh, oh

All we do is make up
Then break up
Why don’t we wake up
And see

When love hurts
It won’t work
Maybe we need some time alone
We need to let it breathe…

…nastał czas nowej notki…chociaż szczerze pisząc to mi sie nie chce pisać…leń ze mnie do kwadratu ale tak to jest jak sie przez 4 dni praktycznie nie śpi…i to nie koniecznie z własnej woli…ale no comment…wiem że nie chcecie tego czytac ale ja wam i tak napisze jak tam było na wycieczce :]
…wiec podróz pociągiem do Poronina była jakby to ująć…hmmm…ciekawa?? no nie wiem czy to odpowioednie słowo, ale ide dalej…dzieliłyśmy przedział z naszymi babkami [fantastycznie nie??] wszystko by było OK [bo babki są na swój specyficzny sposób spoko] gdyby nie nudne opowieści pani P. o jej wspaniałym synku, których wysłuchiwałyśmy prawie nieustannie przez 9 godzin….dopiero gdy babki zasnęły nastała dla nas faza ataków śmiechu…pociąg sie oczywiście zatrzymywał na jakis stacjach ale że nam sie nudziło to sobie wymyśłałyśmy różne historie, np. że pociąg został porwany przez terrorystów, ale nie ma sie co martwić bo Collin Farrell i tak nas uratuje :] tak więc nasze rozmowy były dziwnie kierowne na terrorystow i fajnych facetów począwszy od Mr.Clooneya a kończąc na Husajnie i innych…na miejsce dotarliśmy rano o 8 cośtam…przewieźli nas do pensjonatu całych poobijanych i śpiących, ale nie było mowy o spaniu, o NIE!! śniadanko i bye bye bye…o 11 byliśmy już w górach…łaziliśmy po tych parkach jakiś i wszystkich bolalo już wszystko nawet koleżanka znana wam bliżej jako porażony prymus dostała zadyszki i straciła oddech na kilkanascie sekund, eh…az mi sie jej żal zrobilo…dla niej ta piosenka „Breathe baby breathe”…wracajac do domciu wpadliśmy jeszcze na Krupówki na godzinke i zakupiliśmy co trzeba [no comment]…gdy byliśmy już na miejscu i czułam te kolacyjne zapachy aż mnie żołądek krzyczał „JEŚĆ!!” …w końcu sie nażarlam bo ile czasu mozna sie żywić ciasteczkami, batonikami, chrupaki i zmasakrowanymi kanapkami?? I don’t know…JEZU!! ale ten Sean Paul jest boski w nowym klipie Beyonce…a ona jak wywija, eh…pierwszego dnia wszyscy szybko poszli spac tylko my w 5 w pokoju nie mogłyśmy jakos bo ciągle ktos cos mówił, a wtedy to cos powodowało ataki smiechu u Dominiki a jej śmiech jej znany na całym świecie taka Manuela [z BB] tylko troche donośniejsza, eh…normalnie sie pociachać można…boshe…drugi dzień był wybitnie ciekawy, poszliśmy sobie na Gubałówke i jak schodziliśmy na dół nasza kochana Dominisia zaliczyła glebe na prostej drodze i sobie kolanko popsuła…połaziliśmy sobie jeszcze kilka godzinek po Krupówkach, ale potem nie wróciliśmy od razu do domu tylko pojechaliśmy do szpitala bo Domi kolanko bardzo bolało, efektem tego było opatrzenie kolanka gipsem i tak sie bawilismy drugiego dnia, eh…wieczorkiem była jeszcze dyskoteka, JEZU!! jaka muza leciała, manieczki i tego typu disco-polo, ale cio tam nam to rybka była, ach tak jeszcze był kulig, lało jak nie wiem a my żeśmy zajfaniali na bryczce jakiejś, spiewaliśmy i wszyscy byliśmy happy, no i ofkorz woda w gaciach gratis, nawet majtki mi przesiąkły…normalnie taki mały bonusowy prysznic, no i jeszcze konie były takie miłe i nam powietrze zanieczyszczały, ale bylo coolowo…trzeciego dnia ja z Karo zostałyśmy z kulawą kaleka [Domi] w pensjonacie bo ona nie mogła iść, a samej by jej sie nudzilo wiec sie poświęciłyśmy [chociaz tak szczerze to wolalam spac niz łazic po górach] i zostałyśmy…darłyśmy sie w niebogłosy urządzajac sobie małą dyskoteke w pokoju :]…Sean Paul Rulez :] „Breath” do znudzenia… hehe… tego dnia wieczorek był bardziej urozmaicony, w końcu to ostatnia nocka…najpierw było małe ognisko, pożarłam kiełbache i zwęglonego chlebka, popstrykałam foty towarzychu i sie zmyłam bo nudno było…następnie DISCO…znowu ta zajefana muza…wynikiem tej imprezy były wokry pod oczami następnego dnia o 6:45…no i w końcu doszliśmy do podróży powrotnej która była chyba bardziej ekscytujacą niż cała wycieczka :] przesiadek miałysmy tyle że nawet nie wiem ile, ale no comment…najpierw jechałyśmy osobowym z zalożenia do Krakowa tylko że podrodze były remontowane tory to nas wpakowali do busa i sobie przejechalismy nim 30 minut, potem znowu osobowym tym razem juz do Krakowa, gdzie spędzilysmy 4 godziny i nawet kolegoe spotkalam, eh, ale ten swiat maly…w Łodzi nigdy nie moge na niego wpasc a tu suprise…po 4 nudnych godzinach spania na placu Mariackim poturlalismy sie do pociągu z naszymi wymarzonymi przedziałami i wpakowałysmy sie do niego w 8, troche ciasno bylo ale co tam ;] wszystko by bylo OK gdyby nie fakt ze jechalo z nami w pociagu pełno niewyzytych chlopakow [my 15 lasek i ze 40 chlopakow, masakra] z poczatku mysleli ze jestesmy zakonnicami bo zesmy tak cicho siedzialy w przedziale, ale kiedys trzeba sie ujawnic, np. w drodze do kibelka ktora odbywala sie zbiorowo :] wtedy wszystkie męskie glowki byly powystawiane z przedziałow a my sie musiałyśmy jakos przemknąc niesfotografowane [gdyz chopcy posiadali aparat i chcieli nam zrobic foty, zdaniem pani P. do Netu ale kto ich tam wie] ich opiekun sie tym wogole nie przejmowal, wrecz przeciwnie, jak zaczeli nam wpakowywac sie do przedzialu i walic w sciany to mowil ze ich kusimy bo wystawiamy nogi na korytarz, a on sam był z każda minuta coraz bardziej pijany, chlopcy nie byli gorsi…ale na szczescie nasze babki sa coolowe i sie im postawily i wszyscy sie od nas odczepili :] dojechałyśmy całe i zdrowe, nic nie zgubiłysmy, nic nie straciłyśmy, wręcz przeciwnie, nawet zyskałyśmy :] moja opowiesc mogłaby sie tu skonczyc ale jeszcze sie nie skonczy…w Zakopcu sobie kupiłam śliczny portfelik z misiem :] z tego sie nigdy nie wyrasta, tacie kupiłam drapaczke :] mamie owieczke, a bratu drewnianego Małysza :] psu oscypki ktore juz w 15 minut zostaly pożarte, niekoniecznie przez Riciaka :] no wiec koncze bo tak mi sie chce :] Ide sie popatrzec na plakat Sean Paula ktory wisi na ścianie mego pokoju :] So sweet, so beautiful :]